Surfing jest dla mnie jak granie muzyki – historia surferki Moniki

Categories SURFERKI, SURFINGPosted on
surferka - dziewczyna z deską surfingową

Surfing jest dla mnie trochę jak granie muzyki. Mogę wygrywać różne melodie na różnych rodzajach desek. 

Od kiedy pamiętam ocean był bliski memu sercu. Zawsze uważałam, że ma w sobie coś niezwykłego, coś co sprawia, że czuje przy nim prawdziwą wolność… 
Moja przygoda z surfingiem zaczęła się 3 lata temu w indonezyjskiej mekce surfingu – na wyspie Bali.
To właśnie tam złapałam swoją pierwszą falę i stamtąd rok później przywiozłam swoją pierwszą deskę ☺

surferka - dziewczyna z deską surfingową

Na Bali znalazłam się wtedy troszkę „przez przypadek”. Zwiedzałyśmy z koleżanką Wietnam, miesiąc minął i… skończyła nam się wiza. Oznaczało to, że trzeba opuścić kraj, a nasz bilet do Polski był dopiero kilka dni później. Szukałyśmy więc najtańszych biletów do innego kraju, aby spędzić tam kolejne kilka dni, przed powrotem do Polski. W wyszukiwarce pojawiło się Bali – LECIMY! Była to najlepsza decyzja jaką mogłyśmy wtedy podjąć! Marzenia się spełniają! ☺

Do tamtego momentu, mimo iż zawsze podziwiałam surfing (głównie na filmach haha) wydawał mi się on tak bardzo odległy, że wręcz nierealny do spróbowania! Myślałam, że na pewno trzeba urodzić się blisko oceanu, aby nauczyć się surfować i mieć z tego taki fun! Nic bardziej mylnego!

Na drugi dzień po przylocie na Bali pobiegłyśmy na plażę, aby złapać pierwszą lekcje surfingu! Od znajomego dostałyśmy namiar na lokalnego instruktora. Nie zastanawiając się długo wykupiłyśmy lekcje. Za 2h lekcje surfingu z wypożyczeniem deski płaciłyśmy wtedy niecałe 40 zł! Życie jak we śnie! ☺  Szybka teoria i … do wody! Byłam wtedy tak podekscytowana, że nawet teraz na samą myśl cieszy mi się buzia! Nie mogłam uwierzyć, że za moment złapię swoją pierwszą falę! No i stało się! Pierwsza próba – pierwsza złapana fala! Uczucie nie do opisana, byłam wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na kuli ziemskiej! Chciałam tylko więcej i więcej!

surferka - dziewczyna z deską surfingową na fali

Po pierwszym dniu surfingu na moim blogu pisałam „Oczy ledwo otwarte przez uderzająca ciągle słona wodę, włosy rozczochrane, ale… Uśmiech nie schodził nam z twarzy! Było po prostu genialnie!” 

Spędziłyśmy wtedy na Bali jedynie 10 dni i marzyłam, aby czas stanął w miejscu.
Wtedy już nie tylko ze względu na surfing, ale uśmiechniętych wiecznie ludzi, piękną kulturę, atmosferę i niesamowitą przyrodę. To wszystko sprawia, że Bali po prostu nie chce się opuszczać… Albo po prostu szybko wracać! I tak też się stało. Niecały rok później podczas podróży po wyspach Indonezji, Bali znów znalazło się na liście! Wtedy już troszkę pewniejsza siebie spróbowałam swoich sił na jednej z najlepszych plaż do surfingu na Bali – Padang Beach. Tam wypróbowałam też moją pierwszą deskę, którą kupiłam na miejscu.

surferka - dziewczyna z deską surfingową
fot. Agnieszka Zając

Oczywiście… nie za każdym wejściem było tak kolorowo. Były momenty, kiedy walczyłam już o przetrwanie i modliłam się, aby ocean się uspokoił, widząc skały, do których się zbliżam i nie mając siły pokonywać fal. Należę jednak do osób, które nie poddają się szybko! Surfing pokochałam tak mocno, że nie przeszkadzało mi nawet połamane żebro czy nos 😀 Nie potrafiłam siedzieć na plaży tylko patrząc jak inni surfują.  To jest silniejsze! Ze łzami w oczach wypływałam w ocean, aby złapać choć jedną falę!

Trzeba jednak pamiętać, że ocean to niesamowicie silny żywioł. Jest nieprzewidywalny.  Ja odkąd pamiętam mam do niego ogromny respekt i myślę, że to podstawa do tego, aby zacząć surfować i czerpać z tego prawdziwą radość.

Surfing stał się dla mnie nie tylko nowym sportem, ale i stylem życia. Wybierając teraz kierunki podróży zawsze spoglądam, czy gdzieś obok ‘przypadkiem” nie można posurfować? 😀 Znajomi mają mnie dość! ☺  Ale moment, kiedy łapię fale to ten, na który potrafię czekać pół roku, aby znów go powtórzyć!
Od 2017 roku surfowałam już m. in na Bali, Lombok, na Sri Lance, Filipinach, w Wietnamie, Hiszpanii, a nawet na naszym polskim Bałtyku! Brrr…. Nie było najcieplej! 😀

surferka - dziewczyna z deską surfingową o zachodzie słońca

Pływałam przy wschodzie i zachodzie słońca. Kiedy ocean był spokojny i kiedy bardziej wzburzony. Każde wejście do wody uczy mnie czegoś nowego. I to właśnie kocham!

A na koniec cytat, który towarzyszy mi od początku mojej przygody z surfingiem:

“The best surfer out there is the one having the most fun.” ☺
– Duke Kahanamoku

Poza kulisami ☺ 

Nazywam się Monika, mam 28 lat i mieszkam we Wrocławiu. Na co dzień prowadzę swoje studio wizażu i cieszę się każdą chwilą. Od 7 roku życia gram na fortepianie a podróże są dla mnie najlepszą życiową nauką. Po ulicach śmigam na longboardzie a po śniegu na snowboardzie:)  Kocham Azję. Najchętniej spędzałabym tam kilka miesięcy z każdego roku! Zawsze uważałam, że powinnam urodzić się gdzieś blisko plaży ☺

Zapraszam na IG: @smiley.travel
BLOG: https://smileyonwave.wordpress.com

Skomentuj!
(Visited 508 times, 1 visits today)