Najszczęśliwsi są ci, którzy robią to co chcą i umieją czerpać z tego prawdziwą, dziecięcą radość – historia kitesurferki Gabrieli aka Guarany

Categories KITESURFING, SURFERKIPosted on
kitesurferka - dziewczyna z deską kitesurfingową

Dopiero gdzieś po „trzydziestce” zaczęło do mnie docierać, że najszczęśliwsi nie są ci, którzy zdobywają złote medale i uwielbienie tysięcy followersów tylko ci, którzy robią to co chcą, tak jak potrafią najlepiej i umieją czerpać z tego prawdziwą, dziecięcą radość.

Każdy z Nas ma swoją unikatową historię. Moja być może nie nadaje się do The Oprah Winfrey Show, ale wierzę, że komuś może pokazać, że pomimo przeciwności warto uparcie dążyć do celu i do tego szczęścia, którego zazdrościmy innym. Bo człowiek z pasją po prostu nie ma czasu na przejmowanie się malkontentami 😉

Pamiętam jak dwa lata temu pojechałam na zjazd teamu kitesurfingowego, którego jestem polskim ambasadorem i okazało się, że moi koledzy i koleżanki ride’rzy mają od 10 do 18 lat…mniej niż ja. Jakby tego było mało, ich poziom i umiejętności po prostu wyrywały z butów i uświadamiały mi, że będzie mi trudno osiągnąć choćby połowy tego co oni. Ale czy to podcięło mi skrzydła? Ależ skądże! W końcu dlaczego dziś to ja z nimi jestem, choć nie jestem równie wybitnym kitesurferem?

Kitesurferka - dziewczyna płynie na desce z latawcem

Moja historia z kajtem zaczęła się kiedy miałam 27 lat i postanowiłam zrobić coś dla siebie po otrząśnięciu się z trudnego, siedmioletniego związku. Pojechałam jesienią na kurs na Sardynię, gdzie wiatr wiał z prędkością 25-32 węzłów, a mi nie wychodziło absolutnie nic. Innymi słowy wiatr orał mną po całej zatoce w Porto Botte, a ja trzęsłam się jak galareta. Być może gdyby chodziło o naukę robienia sobie smokey eyes dawno bym to rzuciła, ale od kiedy pierwszy raz zobaczyłam połączenie pływania z lataniem wiedziałam, że muszę to opanować choćby nie wiem co. I tak po tygodniowym kursie i setkach obejrzanych na YouTube tutorialach kitesurfingowych zaczęłam pływać.

Zajawkę złapałam taką, że pomimo żmudnej pracy w korporacji, w każdy wolny weekend jechałam 650km z Krakowa na Hel żeby popływać. Kite stał się sensem mojej egzystencji odkładając na dalszy plan żeglarstwo i scubadiving, które uprawiałam od dziecka z moim tatą. Wszystko szło świetnie, do momentu kiedy z roku na rok moje nogi zaczęły coraz częściej odmawiać posłuszeństwa, a zwykłe wyjście do spożywczego kończyło się wielogodzinnym bólem bioder i garściami leków przeciwbólowych.

Apogeum nastąpiło w trakcie pobytu w Tarifie, gdzie do knajpy oddalonej od domu o 1 km nie mogłam dojść o własnych nogach. Odwiedziłam niezliczoną ilość lekarzy, ale każdy miał inną diagnozę. Jedni już umawiali mnie na endoprotezę, inni twierdzili że wciąż rosnę, a jeszcze inni polecali jedzenie galaretek (sic!). Dopiero po pół roku zdiagnozowano u mnie genetyczną koślawość bioder i skierowano na operację rekonstrukcji stawu biodrowego. Historia jest długa i bardzo bolesna. W ciągu 9 lat przeszłam 4 operacje ortopedyczne, spędzając łącznie 7 miesięcy w łóżku, parę miesięcy o kulach, milion godzin rehabilitacji i wiele momentów zwątpienia czy jeszcze kiedyś wrócę do sportu (jakiegokolwiek). Wiele razy słyszałam, że nie powinnam biegać, pływać, a nawet uprawiać seksu, bo jest to zbyt ryzykowne. 

Dzisiaj pływam na kajcie czerpiąc z tego 101% frajdy. Nie skaczę unhooked, nie popisuję się przy plaży i raczej nie dogonię koleżanek i kolegów, którzy w tym czasie trzy razy prześcignęli mnie w progresie. Ale kocham to co robię i że mimo wszystko mogę to robić, bo kitesurfing, tak jak surfing, żeglarstwo, czy każdy inny sport związany z siłami natury daje WOLNOŚĆ. Dzięki kontakcie z przyrodą uczymy się szacunku do żywiołu, uważności i odpowiedzialności. W sportach wiatrowych aby poczuć adrenalinę nie potrzeba motorówki, spalin ani hałasu.

Kitesurferka - dziewczyna płynie na desce z latawcem

Dzięki kitesurfingowi poznałam wiele wspaniałych osób, między innymi także…męża. Od ponad 5 lat nasze życie kręci się wokół kajta, a od niedawna poszerzyliśmy swoje zamiłowanie do wody o freediving, który rewelacyjnie wpisuje się w dni kiedy nie wieje, bo leżenie plackiem na leżaku nigdy nie wchodziło w rachubę ☺

Para surferów na SUP - chłopak i dziewczyna

Pytacie dlaczego to ja stałam się polskim ambasadorem jednej z najlepszych marek kitesurfingwocyh na świecie? Nie umiem z pełnym przekonaniem odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że dlatego bo wierzę, że każdy może spełniać marzenia kiedy naprawdę tego pragnie. I wcale nie musi być najlepszy. Wystarczy być prawdziwym.

Gabriela Maj-Piątek (Guarana)

Jestem Gabi. Wiele osób zna mnie jako Guaranę, która ostała się jeszcze z czasów kiedy byłam…DJem i grałam techno w największych klubach w Polsce. Po pięciu ultrarozrywkowych latach byłam zmęczona nocnym trybem życia, ciągłym niedosypianiem i wieczną imprezą. Na kolejne 5 lat pochłonęły mnie studia, a nastepnie praca w korporacji gdzie zajmowałam się rekrutacją inżynierów branży nuklearnej. Co ciekawe, z wykształcenia nie jestem fizykiem, ale językoznawcą, w wyniku czego znam angielski, francuski, norweski, a od niedawna staram się ogarniać też hiszpański. Chyba dlatego tak dużo podróżuję, po prostu cały czas trzeba ćwiczyć! 😉

Urodziłam się w Krakowie, lecz pomimo bliskości Tatr zawsze bliżej mi było do morza i jestem mu wierna do dziś. Pochodzę z żeglarskiej rodziny i jestem z tego dumna, gdyż morze dało mi dużo pokory, dyscypliny i szacunku do przyrody i wszystkiego co żyje. Miałam wielkie szczęście żeglować m.in. po Morzu Śródziemnym, Morzu Karaibskim, Oceanie Indyjskim, Morzu Południowochińskim. Jedna z zasad, którą kieruję się z życiu zawodowym to “pracujesz aby żyć, a nie żyjesz aby pracować”. Dotarło to do mnie po przepracowaniu 14 miesięcy bez jednego dnia wolnego, zwieńczonych pobytem na ostrym dyżurze. Dlatego 4 lata temu założyłam swoją działalność i zajmuję się szeroko pojętym zarządzaniem nieruchomościami. Każdy kto ma swoją działalność wie, że praca nigdy nie ma końca, ale najbardziej doceniam to, że to ja wyznaczam sobie ilość dni urlopowych i kierunek swoich następnych podróży. Zawsze najchętniej tam gdzie jest woda i wieje, ale wypad do lasu z psem lub na weekend z przyjaciółką potrafić cieszyć nie mniej niż tydzień na rajskiej plaży.

Marzę o tym aby któregoś dnia zrobić coś znaczącego dla ochrony zagrożonych gatunków, chciałabym stworzyć program edukacji dzieci i młodzieży, aby od najmłodszych lat zarażać ich miłością do przyrody i uczyć życia w symbiozie. Bo według mnie wszystko co najlepsze pochodzi z natury i naszym obowiązkiem jest ją chronić. 

Gabi znajdziecie na Instagramie – @gabriela_guarana

foto z okładki: Marta Dębska

kitesurferka - dziewczyna z deską i latawcem na plaży
Skomentuj!
(Visited 797 times, 1 visits today)