Blond Surf – historia Magdy, która mieszka w Australii i napisała książkę o surfingu

Categories SURFERKIPosted on
surferka w Australii

Podróże od zawsze były ważnym elementem mojego życia. Już mając 16 lat, wiedziałam, że nie usiedzę zbyt długo w jednym miejscu, dlatego postawiłam wszystko na jedną kartę i wyjechałam razem z siostrą bliźniaczką na miesiąc do Hiszpanii. Zjechałyśmy kraj autostopem od Francji po Portugalię. Na kolejne wyprawy kierowałam się w miejsca słoneczne, tropikalne, z palmami kokosowymi i piaszczystymi plażami.

Swoją przygodę z surfingowym life stylem rozpoczęłam ponad 10 lat temu na Teneryfie. Tam na plaży de las Americas wykupiłam pierwszą lekcję surfingu i od razu zakochałam się w pływaniu na falach. Coś we mnie zaiskrzyło, coś się poruszyło. Nie wiedziałam co i jak, ale czułam, że surfing będzie istotną częścią moich kolejnych podróży.

Jakiś czas później wyjechałam na trzy miesiące do Stanów Zjednoczonych, gdzie większość wyprawy przesiedziałam w Kalifornii. Pojechałam sama, bez większego planu. Jedyne co wiedziałam to to, że znowu chce spróbować surfingu oraz zobaczyć na własne oczy zawody WSL na Huntington Beach przy Los Angeles. Kilka razy wypożyczyłam klasyczną deskę do nauki – 8.0 stóp, softboard i starałam się łapać fale na zatoce nieopodal San Francisco. Wtedy dostałam kolejny znak od wszechświata, że to jest właśnie to, co chcę robić w życiu.

surferka w Australii

Często nie zauważamy subtelnych wskazówek, jakie stają na naszej drodze. Mogą to być emocje, jakie odczuwamy w danej chwili, niespodziewane spotkanie, ważna rozmowa, a nawet strata czegoś lub kogoś. Wierzę, że przypadki nie istnieją. Wszystko dzieje się po coś, dla nas. Właśnie w USA miałam taki moment, który ciężko jest opisać, ale wyraźnie pamiętam go do dzisiaj. Płynąc na białej pianie wśród nieznanych mi osób, w nieznanym miejscu, niewiele wiedząc o surfingu, doznałam pięknego uczucia spełnienia. Dziecinnie radosne „łuuuuhuuu” wydarło się z mojej piersi, zwracając uwagę osób dookoła. Czułam się jak królowa na szczycie góry. Miałam poczucie wolności, nieważkości, jakbym leciała ponad światem. Nie liczyło się nic poza bieżącą chwilą. To przyspieszenie, swoboda, balans, współpraca z żywiołem, determinacja, próby i upadki tylko po to, żeby przez kilka sekund poczuć tę niezwykłość. To właśnie wtedy niewidzialnym piórem podpisałam umowę z samą sobą, że surfing będzie towarzyszył mi już zawsze.

Następnie, zgodnie z drugim punktem programu udało mi się pojechać na oficjalne mistrzostwa świata, które odbywały się na pięknej plaży Huntington. Byłam zafascynowana surfingowym stylem życia, wszystko wydawało mi się sceną z filmu i bardzo cieszyłam się, mogąc być częścią tego wydarzenia. Tropikalny klimat, ciepły słoneczny dzień, surferzy, skateboarderzy, klimatyczne uliczki, liczne surf shopy oraz lokalne kawiarenki. Na plaży był tłum uśmiechniętych ludzi podziwiających pro surferów i cieszących się swoim towarzystwem.

Kolejnym puzzlem w mojej surfingowej układance była wymiana Erasmus na studiach menażerskich. Wybierając kraj, znów kierowałam się dwoma czynnikami. Ma być blisko wody i fal oraz miejsca, gdzie będą odbywać się kolejne zawody WSL. Tak też się stało. Pojechałam na pół roku do uczelni biznesowej w Rennes, w północno-zachodniej części Francji. Była jesień, więc tym razem egzotyki trochę zabrakło. Jednak nie obyło się bez weekendowych wycieczek na pobliskie surf spoty. Wysokie klify, małe zatoczki i niewiele osób w wodzie. Tym razem pływałam w grubej piance, często w deszczu, starając się ujarzmić wietrzne porywiste fale.

Ponownie pojechałam autostopem na południe Francji, gdzie piaszczyste plaże niosą się przez setki kilometrów, oferując jedno z lepszych miejsc surfingowych w Europie – Hossegor. Region la Landes znany jest z pięknych tub. Jednak nie zawsze jest to miejsce dla początkujących, o czym sama przekonałam się przy 6 stopach swellu, który załamywał się na bardzo płytkiej wodzie. Została mi jedynie zabawa na białej pianie. Wycieczka do Hossegor miała swój główny cel, czyli mistrzostwa świata w surfingu. Przez kilka dni oglądałam najlepszych surferów i ich ewolucje. Jak na fankę przystało, podeszłam po autograf do Kelly’iego Slatera, Micka Fanninga i Johna Johna Florence’a. Wieczorem czas spędzaliśmy na spotkaniach ze znajomymi i surf afterparty.

Francja zawody WSL

Po ukończeniu studiów w sezonie pracowałam na Półwyspie Helskim. Drzwi mojej przyczepy obklejone były surfingowymi plakatami, zdjęciami tropikalnych plaż i surferek w bikini. Na jednej z fotografii rozpościerała się perspektywa Gold Coast w Australii. W jednej chwili zdecydowałam, że to właśnie tam pojadę na następną wyprawę. Miesiąc później byłam już w krainie kangurów.

Australia kangur

Wylądowałam w słynnym Surfer’s Paradise, które jak się okazało, nie do końca było rajem dla surferów, a bardziej centrum turystycznym. Nie brakowało jednak przepięknych surf spotów, które urzekły moje serce: Spit, Stradbroke Island, Currumbin, Snapper Rocks, Cabarita i Byron Bay. Początkowo planowałam zostać w Australii na rok, ale czas pokazał inaczej. Na Gold Coast mieszkam od 2015 roku. To właśnie tam, kupiłam swoją pierwszą deskę surfingową – 7 stóp funboard.

Surfing to nie tylko same przyjemności. To także ciężka praca, szczególnie że szlifujemy przede wszystkim swoje wnętrze. Surfing działa jak terapia, będąc w wodzie, oczyszczamy swoje myśli, przyzwyczajenia. Jesteśmy tu i teraz. Bierzemy pełną odpowiedzialność za swoje doświadczenie. Metodą prób i błędów pokonujemy kolejne kroki milowe. Zapewne niektórzy nie rozumieją, po co tyle czasu siedzimy w wodzie, wiosłujemy, staramy się, dla tych kilku sekund przyjemności (jeśli w ogóle uda się złapać falę) Cóż… To bezcenne uczucie warte jest każdego wysiłku i tym bardziej doceniamy ślizg na fali, na który ciężko zapracowaliśmy – ustawieniem, wiosłowaniem, wykorzystaniem prądów i odczytywaniem panujących warunków.

Surfing to także frustracja, kontuzje, skaleczenia oraz pokonywanie strachu. Mimo wszystko, pływanie na desce daje mi niepowtarzalną radość i satysfakcję, chęć działania i największy uśmiech na twarzy!

Australia east coast

Żyjąc w Australii, zjeździłam wszystkie spoty surfingowe od Wielkiej Rafy Koralowej po południowo-wschodnie wybrzeże za Sydney. Polecam tak zwany road trip wybrzeżem każdemu, kto jest zainteresowany tym sportem. To niezapomniane przeżycie. Budzisz się przy samej plaży o wschodzie słońca, aby sprawdzić panujące warunki. Brzmi pięknie, prawda? Później surfujesz z przyjaciółmi w krystalicznie czystej wodzie z wesoło bawiącymi się nieopodal delfinami, jecie zdrowy lunch i pijecie aromatyczną kawę na świeżym powietrzu. Czas na relaks w hamaku, czytanie książki, wycieczkę do surferskiego miasteczka. Potem planujesz dalszą trasę, a na koniec dnia wybierasz się na kolejną sesję surfa przy romantycznie zachodzącym słońcu i delikatnym wietrze off shore.

Australia surf o zachodzie

O surfingowym life style’u mogłabym opowiadać bez końca. Już pisząc ten artykuł, zastanawiam się, na jaki spot tym razem pojadę. Póki co, kilkukrotnie ruszałam przed siebie szukając fal między innymi w Indonezji, na Polinezji Francuskiej, w Nowej Zelandii, Meksyku, Gwatemali, na Sri Lance oraz Dominikanie.

W wolnym czasie jeżdżę po świecie, szukając mojej wymarzonej miejscówki, z idealnie załamującą się falą. Co więcej, prowadzę zajęcia jogi, oddechu, medytacji, organizuję eventy oraz kursy na instruktora surfingu. Jestem także life coachem, inwestuję w swój samorozwój, hobbistycznie czytam o neurologii, naturze i zdrowym odżywianiu.

Od pięciu lat jestem międzynarodowo certyfikowaną instruktorką surfingu. Uczyłam się pod okiem trenera w najlepszej na świecie organizacji szkoleniowej Surfing Australia oraz the Academy of Surfing. Pracuję z reguły na plaży w Gold Coast, a sezonowo pojawiłam się także w Polsce, gdzie chętnie promuję surfing na Chałupach 3. Po sezonie w 2020 roku, w trakcie jednej z podróży skręciłam kolano i niestety musiałam odpuścić pływanie na jakiś czas. Chociaż… W międzyczasie przepłynęłam przez Ocean Pacyficzny, spędzając dwa miesiące na katamaranie, otoczona przez mój ukochany ocean dzień i noc. Po dopłynięciu na ląd, siedziałam w hotelu, wpatrując się w fale, pijąc wodę kokosową i pisałam. Pisałam, pisałam, aż napisałam książkę o surfingu! Kolejny przykład, że rzeczy dzieją się nie nam, tylko dla nas! Nikomu nie życzę zerwanych więzadeł, ale właśnie to zmotywowało mnie do stworzenia Blond Surf.

Nazywam się Magdalena Moszko. Jestem surferką, joginką, podróżniczką oraz autorką pierwszego w Polsce podręcznika do nauki surfingu – Blond Surf.

Pierwszy w Polsce podręcznik surfingowy zawiera sporą część mojej wiedzy i doświadczenia na temat tego sportu. Od podstaw, w przystępny dla każdego sposób tłumaczę, co jest ważne, jak dbać o bezpieczeństwo, zachowywać się na spocie, jakie są rodzaje fal i wybrzeży. Pokazuję najefektywniejsze techniki wstania na desce i pierwsze manewry. Wspominam też o fizjologii, zastosowaniu jogi i treningu poza wodą. Wyszczególniam, na co zwrócić uwagę podczas osobistego treningu oraz przy nauce dzieci. Blond Surf to ponad 180 stron i 170 fotografii, które przeniosą Cię w surfingowy świat. Całość wydana jest na ekologicznym, ultra lekkim papierze, żebyście łatwo mogli spakować książkę na kolejną surfingową wyprawę. Serdecznie polecam i pozdrawiam!

Więcej informacji o Magdzie i jej podręczniku znajdziecie tutaj:
blondsurf.com
A z kodem SURFERKI10 otrzymacie 10% zniżki na zakup książki na stronie:
magdalenamoszko.pl

Blond Surf podręcznik do nauki surfingu

Skomentuj!
(Visited 519 times, 1 visits today)